- Cudzoziemcy w biznesie
- Pierwszy biznes
- Rozwój biznesu
Stabilność, która pozwala ruszyć dalej. Historia Artema Pisarieva
Franczyza bywa porównywana do samochodu, który dostajesz już gotowy do drogi. Silnik działa, masz pełny bak i wyznaczoną trasę. Możesz ruszyć od razu, bez budowania wszystkiego od zera – ale to wciąż Ty decydujesz, gdzie przyspieszyć i jak pokonać kolejne etapy.
W tej historii za kierownicą jest Artem Pisariev. I choć punkt startowy wyglądał rozsądnie, stawka była bardzo konkretna: odpowiedzialność za rodzinę i moment, w którym trzeba było zdecydować, co dalej.

Drugi start, który nie był przypadkiem
Do Polski przyjechał w 2017 roku. Nie zaczynał zupełnie od zera – miał doświadczenie w handlu, prowadził własne biznesy, znał dynamikę pracy z klientem. Do tego dochodziły polskie korzenie, które sprawiły, że od początku czuł się w tym miejscu dość naturalnie.
Z perspektywy czasu widać, że wiele elementów układało się stopniowo. Praca w sprzedaży, własne kioski, różne próby przedsiębiorcze – to nie była jedna decyzja, tylko ciąg doświadczeń, które budowały kolejne kroki.
„Jak przyjechałem do Polski, zakochałem się w Żabce. To był dla mnie wymarzony koncept sklepu” – wspomina.
Co ważne, to nie była obserwacja z zewnątrz. Sklep, do którego wszedł jako klient, z czasem stał się jego miejscem pracy.
Kiedy dotychczasowy model przestaje wystarczać
Zanim pojawiła się decyzja o zmianie, Artem prowadził flotę taksówek. Biznes działał do momentu, w którym warunki przestały być przewidywalne.
Najpierw pandemia, potem wojna. Kierowcy wyjeżdżali, przychody spadały, a model, który wcześniej się sprawdzał, przestał być stabilny. To był moment, w którym trzeba było spojrzeć na sytuację bez złudzeń.
„Zacząłem się zastanawiać, czym się zajmować, bo widziałem, że dalej tak się nie da” – mówi wprost.
Zamiast zgadywać, szukał konkretu. Sprawdzał, które biznesy poradziły sobie w trudnym czasie.

Pierwszy sygnał, że to rozwiązanie ma sens
Nie potrzebował długiej analizy. Wystarczyło uważnie obserwować to, co działo się wokół. Sklepy Żabka działały nadal. Klienci przychodzili. System nie zatrzymał się mimo presji z zewnątrz.
„Jeśli sklepy się nie zamykają, to znaczy, że model działa” – tłumaczy.
Z tej prostej obserwacji powstała decyzja. Zamiast budować wszystko samodzielnie, wybrał rozwiązanie, które daje przewidywalność – szczególnie ważną wtedy, gdy poza biznesem jest jeszcze życie rodzinne.
Co zmienia gotowy system
Dla Artema jednym z najważniejszych elementów nie była sama marka, ale to, co stoi za nią – cała infrastruktura doświadczeń, procedur i ludzi.
W praktyce oznacza to, że rzadko trafia się na trudność, której nikt wcześniej nie rozwiązywał. A jeśli się pojawi, jest ktoś, kto pomaga znaleźć wyjście.
„Na każdy temat jest ktoś, kto podpowie. Trudno dziś zaskoczyć system czymś zupełnie nowym” – podkreśla.
To zmienia punkt ciężkości. Zamiast zajmować się wszystkim naraz, można skupić się na prowadzeniu sklepu i pracy z klientami.
Miejsce, które nie zwalnia tempa
Dziś jego sklep działa w samym centrum Gdyni, na Skwerze Kościuszki. To lokalizacja, która oznacza intensywność, szczególnie w sezonie i podczas dużych wydarzeń.
Ruch klientów pojawia się falami. Zdarzają się momenty, gdy liczba osób w sklepie jest tak duża, że trudno się przez nie przebić.
„Bywa tak, że stoję w kolejce, żeby wyjść z własnego sklepu” – przyznaje.
To właśnie w takich sytuacjach widać, jak działa system w praktyce. Nie w teorii, ale wtedy, gdy trzeba reagować szybko i jednocześnie utrzymać standard obsługi.
Rola, która wykracza poza własny biznes
Z czasem jego zaangażowanie zaczęło wykraczać poza codzienne prowadzenie sklepu. Dziś wspiera także obcokrajowców w wejściu do sieci jako konsultant. To rola, która ma bardzo konkretny wymiar. Nie chodzi tylko o biznes, ale też o odnalezienie się w nowym systemie prawnym, językowym i organizacyjnym.
Najwięcej wyzwań pojawia się na początku. Podatki, dokumenty, różnice w nazewnictwie – rzeczy, które dla jednych są oczywiste, dla innych wymagają wyjaśnienia od podstaw.
„Trzeba ludziom wytłumaczyć rzeczy, które wydają się proste, ale w praktyce takie nie są” – mówi.
Co zostaje na koniec
Dziś przedsiębiorczość nie kojarzy się Artemowi wyłącznie z bezpieczeństwem, choć to ono było ważne na początku. Z czasem bardziej liczy się możliwość decydowania i budowania czegoś po swojemu.
„To daje możliwość robienia tego, co uważasz za słuszne” – mówi.
I być może właśnie w tym najlepiej widać sens tej historii – w przejściu od potrzeby stabilności do momentu, w którym pojawia się przestrzeń na własne decyzje.
Jeśli zastanawiasz się, jak franczyza wygląda w praktyce, warto zajrzeć trochę głębiej.
Droga Artema pokazuje, że najwięcej zmienia się nie w samej decyzji o wejściu w biznes, ale w tym, jak dobrze jest ona przemyślana. Dlatego, jeśli myślisz o podobnym kierunku albo po prostu chcesz uporządkować wiedzę, dobrym krokiem może być bezpłatny kurs „Franczyza w pigułce” dostępny na platformie Studium Przedsiębiorczości.
To materiał, który prowadzi przez podstawy w spokojnym tempie, bez zbędnej teorii – z perspektywy osoby, która zna ten model z codziennej pracy. Pomaga zrozumieć zasady współpracy, zobaczyć, gdzie pojawiają się realne wyzwania i lepiej przygotować się do podjęcia własnej decyzji.